La Gomera – wyspa jak z bajki o wróżkach

Photo_1556701897438

Tak maleńka wyspa, a tak zaskakująco piękna, że do teraz nie mogę uwierzyć, że jeszcze niedawno spacerowałam po tych magicznych lasach wawrzynowych rodem z bajki o wróżkach. Turyści, którzy przyjeżdżają tu na 1 dniową wycieczkę z Teneryfy, wyjeżdżają stąd z otwartymi ustami. La Gomera to maleńkie cudo natury, perełka na Wyspach Kanaryjskich i na hiszpańskim terytorium. Spędziłam tu 3 dni i uważam, że zdecydowanie za mało, bo pozostawiłam za sobą tyle nieodkrytych zakątków, że niedosyt nie daje mi spokoju.

Zobaczyłam chyba wszystkie odcienie koloru zielonego i doświadczyłam tak drastycznych zmian klimatu w przeciągu kilkunastu minut, że polecam każdemu kto wybiera się w te strony zabrać cały przekrój szafy – od przeciwwiatrowej kurtki i chustki aż do kostiumu kąpielowego. To wszystko możecie zakładać na zmianę w przeciągu 40 min, bo znajduje się tu wiele mikroklimatów.  Wystarczy zmienić wąwóz, a za zakrętem czeka na Was mroczna mgła, podczas gdy we wstecznym lusterku widzicie jeszcze ostatnie promienie słońca.  Przygotujcie się na zdjęcia z baśni o wróżkach. Może w nocy rzeczywiście przechadzają się pomiędzy tymi zielonymi konarami…

 

Objazd samochodem po wyspie

Nie ma innej i lepszej metody, żeby poznać La Gomere. Trzeba wynająć samochód, najlepiej od razu na lotnisku i odważnie, ale i spokojnie ruszyć w głąb wyspy. Nie uda Wam się rozpędzić nawet do 80 km, bo co i raz czeka na Was ostry zakręt. Szkoda poza tym tych widoków, obok których nie można przejechać obojętnie.

Photo_1557095403727

Na trasie czeka cała sieć punktów widokowych i urokliwe wioski pozakładane w głębi wąwozów. Pierwszego dnia postanowiliśmy skupić się na zachodniej i północnej części wyspy, zostawiając sobie środkową z Parkiem Narodowym Garajonay jako główne danie na drugi dzień. Nie myślcie, że będą tu korki, licząc od wyjazdu z lotniska, pierwszy samochód zobaczyliśmy dopiero po 15 min jazdy. Naszym pierwszym punktem widokowym był Mirador de Igualero. Jak na nasze życzenie ktoś rozwinął dywan z żółtych kwiatów przed małym kościółkiem, żebyśmy mogli poczuć pełnię wiosny. Dosłownie, bo wokół unosił się zapach kwiatów, w tle słychać było śpiew ptaków i brzęczenie pszczół, a na liściach pozostały ostatnie krople z porannej rosy.

Photo_1557096196837

Photo_1557235972789Mirador de Igualero

Słońce ogrzewało nas przyjemnie, ale kątem oka widzieliśmy zbliżające się chmury albo gęstą mgłę. Podczas dalszej jazdy samochodem trzeba było zamknąć okna, bo zimne powietrze wdzierało się uparcie do środka  jak zderzaliśmy się z kolejną warstwą chmur spływającą z góry. To była zapowiedź kolejnego punktu widokowego Mirador Risquillos de Corgo. Niespodziewanie zrobiło się przeraźliwie zimno i wilgotno. Wychodząc z samochodu musieliśmy opatulić się po szyję i ruszyć po mokrej drodze w głąb lasu. Jeśli miałabym sobie wyobrazić scenerię z mrocznych gęstwin z Władcy Pierścieni to własnie tak by wyglądała. Przed nami kłaniały się konary drzew, powykręcane na wszystkie strony, pokryte gęstym mchem i momentami całkowicie wilgotne. Z niektórych zwisała gęsta zieleń, z niektórych spływały też krople wody, nadając temu upiorny charakter. Mgła, która spowiła cały las stworzyła magiczny klimat, że właściwie nie było nam przykro, że żadnej panoramy z punktu widokowego nie zobaczyliśmy. Tak naprawdę to droga przez ten las była baśniowym spacerem. Gdyby nie to, że było nam bardzo zimno, a w planach mieliśmy objechać całą wyspę to zostalibyśmy dłużej, aż do momentu kiedy pojawią się pierwsze wróżki.

Photo_1556701735473

Photo_1556701736735

Photo_1556701737423

Photo_1556701898242

Photo_1556701898896

Photo_1556701899462

Photo_1556702290577

Photo_1556702290134

Photo_1556702290963

Photo_1556702291341

Photo_1556701897438

Dłuższy przystanek z przerwą na obiad zaplanowaliśmy w portowej miejscowości na zachodzie wyspy Valle del Rey. Na trasie czekało nas kilkanaście punktów widokowych. My zatrzymaliśmy się przy Mirador Ermita del Santo, gdzie wreszcie mogliśmy ogrzać się na słońcu i zobaczyć panoramę zachodniej części z tego pięknego, przeogromnego tarasu. Zjeżdżając do miasta zatrzymaliśmy się jeszcze przy słynnym punkcie zaprojektowanym przez Cesarego Manrique, artysty z Lanzarote, Mirador del Palmarejo, skąd mogliśmy podziwiać wąwóz „Valle del Rey” pełny lasów palmowych. To właśnie z tej palmy powstaje lokalny produkt – miel de la palma, czyli miód z palmy. Słodki dodatek do smażonego, białego sera czy do rumu. Ostatni przystanek zaplanowaliśmy przy Mirador de la Curva del Queso i zjechaliśmy do portu w Valle del Rey na świeżą rybkę i.. na siestę na czarnej plaży wulkanicznej. Wody Atlantyku są tu krystaliczne, ale również ciemne ze względu na wulkaniczne podłoże.

Photo_1557235973188Mirador Ermita del Santo
Photo_1557236624534Wzgórza w pobliżu Mirador del Palmarejo
Photo_1557096256121Widok z Mirador del Palmarejo

Photo_1557235235598

Następnie ruszyliśmy w kierunku kolejnego słynnego wąwozu Vallehermosa (tłum. Piękny Wąwóz). Słuszna nazwa, bo przejazd do niego jest jak droga przez Amazonię. Nie ma co się dziwić, że ten tajemniczy i mroczny krajobraz natchnął mieszkańców do stworzenia wielu legend. Dwie z nich związane są ze strumieniem wody wypływającym z Chorros de Epina, które mijaliśmy na naszej trasie. Według jednej z nich wody wypływające z 7 strumieni mają magiczną moc i mogą przynieść szczęście w miłości. Kobiety muszą pić z parzystych odpływów, a mężczyźni z nieparzystych, licząc od lewej do prawej strony. Druga legenda głosi, że napicie się z pierwszego, głównego strumienia przynosi zdrowie, z drugiego miłość, z trzeciego bogactwo, a z czwartego radość. Ponieważ w życiu chcemy mieć wszystko naraz to napiliśmy się ze wszystkich czterech, nie chciałam tylko mówić mojemu partnerowi, że zamiast z nieparzystych pił z parzystych 😉

Photo_1557238098594Chorros de Epina

Photo_1557238098989

Vallehermosa okazała się spokojną miejscowością, jak właściwie wszystkie na La Gomerze. Trudno się dziwić, skoro wyspę zamieszkuje zaledwie 20 tyś.mieszkańców. Czują się jednak uprzywilejowani i dumni ze swojej ziemi, która jest ich małym, powulkanicznym i żyznym rajem. La Gomera nazywana jest też ” Wyspą Kolumba”, bo to tutaj zaopatrywał się w żywność i wodę zanim wyruszał w dalszą podróż. Na północy widzieliśmy wiele plantacji bananów kanaryjskich, ta część wyspy częściej jest przykryta warstwą chmur. Może dlatego wydała się nam bardziej mroczna i niedostępna.

Photo_1557235291917

Photo_1557236625384

Photo_1557235240406

Photo_1557235109608

Od tego momentu już bez przystanków dojechaliśmy do małej i urokliwej stolicy San Sebastian, gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. To tutaj przypływają statki głównie z Teneryfy i to tutaj spodziewaliśmy się większego ożywiania i więcej mieszkańców. San Sebastian zaskoczył nas pozytywnie, bo okazało się, że to kolejna, mała miejscowość, zadbana i utrzymana w klimacie kanaryjskim, z kilkoma muzeami i małym deptakiem. Idealne miejsce, żeby odpocząć i  zjeść dobrą kolację.

Drugi dzień poświęciliśmy na trekking po Parku Narodowym Garajonay, o którym napiszę w następnym artykule. Trzeciego dnia dokończyliśmy objazd wyspy, koncentrując się na jej wschodniej i północnej części.

Na uwagę zasługuje bez wątpienia Mirador Abrante, obowiązkowy punkt turystów przypływających z zorganizowaną wycieczką z Teneryfy, zaraz obok interesujące Centro de Visitantes del Parque Nacional del Garajonay ( Juego de Bolas), gdzie możecie zapoznać się z ciekawostkami na temat La Gomery oraz kupić apetycznie pachnące ciastka z gofio. W Hermigua można wstąpić do Molino del gofio ( młyn z mąką gofio, z prażonej kukurydzy) i kupić ten wyjątkowy produkt i na zakończenie pojechać trasą w stronę Mirador del Morro de Agando, aby zobaczyć jeden z najpiękniejszych punktów widokowych na wyspie – słynne gołe skały „Los Roques”, które wystają pośród gęstych lasów jak czapki krasnoludków.

Photo_1557236670764Mirador del Abrante
Photo_1557236626298Punkt widokowy przy Los Roques

Photo_1557236625761

Turyści z Teneryfy żałują, że przyjechali tu tylko na 1 dzień.. mi jest smutno, że pożegnałam się z tą bajkową wyspą po 3 dniach, bo pozostawiła mnie z ogromnym niedosytem. Nieważne, że drugiego dnia maszerowałam ponad 8 h po Parku Narodowym, a zakwasy zeszły mi dopiero po 2 dniach po powrocie do domu. To i tak nie wystarczyło, żeby poznać w pełni ten mały, kanaryjski raj.

W drugiej części napiszę co warto wiedzieć o samej La Gomerze, żebyście lepiej poczuli jej esencję i smak 😉

 

 

3 comments

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.