Życie w jaskini

20190214_172837_0001

To, że dawniej nasi przodkowie mieszkali w jaskiniach wcale nas nie dziwi, ale to, że ludzie nadal mogą tak mieszkać w XXI w. to już trudniej nam uwierzyć, a na pewno zrozumieć. Kiedyś nie było wyboru, nie było materiałów budowlanych, a jaskinia była bardzo bezpiecznym miejscem, chroniła przed upałem jak również przed zimnem. W środku cały czas utrzymuje się ta sama temperatura. Jak powiększy się rodzina to wystarczy dalej kuć w skale, aby dodać kolejne pomieszczenie. Trzeba tylko było uważać, żeby nie przebić się do sąsiada obok. Czasami zakładane były małe osady, obok siebie  mieszkało kilka rodzin, kolejne pokolenia, ciotka, wujek, babcia..

Są jednak takie miejsca na Gran Canarii, gdzie tradycja mieszkania w jaskini jest nadal podtrzymywana. Nie dla pokazu, nie dla tego, żeby otworzyć drzwi turystom, zostawić koszyczek na drobne datki i po odjeździe autokaru wrócić do swojego normalnego domu w mieście. Do dnia dzisiejszego mamy Kanaryjczyków, którzy decydują się wieść proste, spokojne życie, z dala od cywilizacji, podtrzymują rodzinną tradycję i zamieszkują jamy skalne. Mogą być one pozostałością po wybuchach wulkanicznych, wynikiem erozji lub po prostu zostały ręcznie wykute w skale. Drzwi wejściowe są ich jedynym oknem na świat. Czasem może być to tylko domek na weekend, jak u nas, działka poza miastem. Poukrywane na zboczach, często w bardzo trudno dostępnych miejscach, gdzie czasem dociera się tylko drogą szutrową lub wspina wąską dróżką. Jest jednak kilka takich miejsc, gdzie znajdziemy całe osiedla jaskiniowe – zamieszkałe.

W pobliżu lotniska, kryje się piękny, długi wąwóz Guayadeque, otoczony wysokimi masywem , pomiędzy dwoma miasteczkami Ingenio i Aguimes. Już sam wjazd do niego to jak przekroczenie innej strefy klimatycznej. Droga otoczona jest zboczami pełnych bujnej roślinności, na przełomie stycznia i lutego dodatkowo kwitnącymi drzewami migdałowca. Trzeba jechać wolniutko samochodem, żeby przejrzeć się i  wyszukać poukrywanych wejścia do jaskiń. Można je czasem odnaleźć  tylko dlatego, że drzwi zostały pomalowane na kolor ostrej zieleni z białą obramówką. Tak ładnie wtapiają się w krajobraz, że często są nie widoczne jeśli się zwyczajnie nie zatrzymamy i nie zjedziemy z asfaltu.

 

2019-02-13-23-28-09

Wjazd do wąwozu Guayadeque

2019-02-14-17-33-36

Poukrywane na zboczach domy-jaskinie

Droga prowadząca przez wąwóz jest kręta, ale płaska. Zagłębiając się  dalej przed nami wyrastają coraz wyższe masywy skalne. Po drodze mija się ciekawe Centrum Interpretacji Wąwozu  Guayadeque, polecane szczególnie pasjonatom geografii, biologii i antropologii. Opowiada o tym jak powstał wąwóz podczas działalności wulkanicznej i oraz jak wielką bioróżnorodność znajdziemy w wąwozie. Jest tu kilkanaście razy więcej gatunków endemicznych niż w całej Wielkiej Brytanii. Z ekspozycji można się dowiedzieć jak żyli pierwsi Kanaryjczycy, jak zasiedlili naturalne jamy skalne lub je wykuwali, co jedli, czym się zajmowali , jak i gdzie chowali swoich przodków. Ale to już przeszłość. Tu kończy się ekspozycja. Czas ruszyć dalej, gdzie nie ma już rekonstrukcji historii tylko toczy się normalne życie w jaskini.

2019-02-14-17-35-20

Plac przed wejściem do wykutego w skale kościółka(ermita), obok wejscie do restauracji Guayadeque

5 min drogi samochodem od muzeum znajduje się  jedno z największych aglomeracji domów-jaskiń jakie spotkałam na tej wyspie. Najlepiej zatrzymać się naprzeciwko niewielkiej restauracji ( Bar Restaurante Guayadeque) i wąską asfaltową dróżką piąć się lekko pod górę. Po drodze miniemy wiele drzwi do mieszkań, czasem mają maleńki przedsionek przed wejściem, ławeczkę, daszek, który chroni od słońca, ogródek. Każdy domek ma swój numer. Starsza Pani spod 17stki chętnie otwiera drzwi i zaprasza do środka. Chociaż wiem, że jako jedyna liczy tu na datek od odwiedzających. Ktoś przed drzwiami miał wywieszoną informacje, że sprzedaje miód. Jedna jaskinia była na sprzedaż. Według pracownika restauracji właściciel chce za nią aż 100 tyś. euro.  Jeśli będziemy wspinać się jeszcze wyżej to dotrzemy nawet do zagrody z kozami, kurnika gdzie zapachy są naprawdę „swojskie”. Poczułam się jak na polskiej wsi! Zobaczyłam nawet osła, właściciel prowadził go do małego strumienia z którego płynie ciepła woda. Podobnież pitna. W ciągu dnia żar leje się z nieba, ale nad ranem cała ścieżka pokryta jest rosą. Dzięki tej wilgotności wzgórza pokryte są taką zielenią. Nie trzeba jej nawet podlewać. Na dole we wrześniu zbierałam z dróżki migdały i rozłupywałam kamieniem o  murek. Niestety bardzo gorzkie, może dlatego, że podkradzione. Jeśli ktoś chce osłodzić sobie życie, lepiej kupić od  lokalnych miody – nektar zbierany z migdałowców – bądź likier z miodu lub mandarynek.

2019-02-13-23-49-54

Środek zdjęcia : kolejne jaskinie

2019-02-13-23-26-48

Ścieżka prowadząca do domów-jaskiń

2019-02-13-23-46-30

2019-02-13-23-47-43

2019-02-13-23-45-36

Wejście do jednej z jaskiń

2019-02-13-22-53-03

Kwitnące drzewo migdałowe

Do tego miejsca docierają wycieczki autokarowe. Na tym jednak nie koniec. Ja bym nawet powiedziała, że to dopiero początek. Warto ruszyć dalej. Po drodze  mija się na szutrowe drogi, najprawdopodobniej prowadzące do ukrytych domów-jaskiń gdzieś w głębi wąwozu  (sugerują to skrzynki na listy zaraz za asfaltowa częścią). Wyznaczony jest również specjalny teren na piknik i grilla, szczególnie zapełniany przez Kanaryjczyków w weekendy. Dla nieprzygotowanych w prowiant, na końcu krętej drogi czeka restauracja Tagoror lub La Era ( dla „odmiany” w jaskini 😉 ) . Warto się zatrzymać, bo podają bardzo dobre kanaryjskie jedzenie. Tu na parkingach droga się kończy, dla tych co nie mają samochodu z napędem 4×4. Restauracje  znajdują się na wzniesieniu skalnym, które można obejść, żeby obejrzeć kolejne jaskinie. Tu roślinność jest jeszcze piękniejsza, pełno kolorowych kwiatów, leniwie wygrzewających się na słońcu kotów. Warczenie burka odbija się echem po całym wąwozie. Przyjemny spacer wokół skały, wokół tych niecodziennych domów, jest bardzo relaksujący. Moi bliscy, którzy mnie odwiedzają pytają skąd ja znam takie miejsca. A ja bardzo się cieszę, że te właśnie miejsca nie pojawiają się tak często w przewodnikach.

2019-02-13-23-52-51

Widok z tarasu restauracji La Era

2019-02-13-23-53-22

Kolorowe wejście do domu-jaskini

2019-02-13-23-53-39

Z każdą wizytą chce czegoś więcej, wspiąć się jeszcze wyżej i tak odkryliśmy przypadkiem, że stąd ruszają też szlaki  w głąb wąwozu. Pijąc baraquito na tarasie w restauracji Tagoror obiecałam sobie, że któregoś dnia muszę wejść na sam szczyt masywu, który miałam przed sobą. Jest imponujący. Trasa okrężna wokół wąwozu przez Risco de los Pinos (mój cel) ma ok.7 km. Zajmuje średnio 3.5h. Nic bardziej mylnego, jeśli jak my nie będzie się uważało na żółte kropki, które naprawdę  słabe wyznaczają szlak. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, o tym zaraz.

Trekking zaczyna się w pobliżu restauracji La Era i powoli pnie się w górę, prowadząc do kolejnych domów. Nie wszystkie mogłam dostrzec, domyślałam się tylko po antenach, że ktoś tam daleko mieszka od cywilizacji. Nie posłuszni znakom, czasem zbaczaliśmy z drogi, żeby podejrzeć czyjś ogródek i wracaliśmy, że uciec przed ulami pełnych pszczół. To co nas zaskoczyło to ogromna różnorodność roślinna. Od suchych kaktusów z opuncjami, agawy, po gęste krzaki, drzewa i wiele, wiele innych roślin, które są typowe tylko dla wysp kanaryjskich.

2019-02-13-22-53-47

Agawa – typowa roślina na wyspach

2019-02-13-22-50-56

Może to nie Prowansja, ale lawenda też tu rośnie

2019-02-13-22-58-04

Dom-jaskinia w głębi wąwozu ze swoim daszkiem i gankiem.

2019-02-13-23-00-27

Taki widoki na codzień mają mieszkańcy Guayadeque

2019-02-12-23-58-31

Dzięki nim mamy pyszne miody!

Po godzinie dotarliśmy do rozwidlenia drogi i zygzakiem ruszyliśmy w górę, gdzie czekała nas nagroda: panorama na cały wąwóz. To czego nie mogłam dostrzec z dołu teraz miałam jak na dłoni. Szczęśliwie ostały się ostatnie migdałowce na wyższych partiach. Droga jest bardzo przyjemna, o ile nie mamy lęku przestrzeni, bo poruszamy się cały czas wzdłuż masywu skalnego. Aż do samych szczytów.

2019-02-13-23-01-43

Panorama na wąwóz Guayadeque

2019-02-13-23-03-11

Soczysta zieleń

2019-02-13-23-07-36

2019-02-13-23-09-09

Drzewo tysiąca kwiatów

2019-02-13-23-10-33

Czytanie znaków..nie zawsze nam dobrze wychodzi

2019-02-13-23-11-01

Pola tabaiby, w tle Agüimes, Vecindario i ocean

Roślinność jest tak bujna i tak nas zauroczyła, że w jednym miejscu musieliśmy przegapić ważną żółtą kropkę, która wskazywała zejście z masywu. Przed sobą mieliśmy szerokie polany, na których brakowała tylko pasterza ze swoimi owieczkami. Nie wiele się pomyliliśmy. Dawniej na tych wzgórzach pasły się krowy, właściciela jaskini Cueva del Molino, do której trafiliśmy właśnie przypadkiem, tracąc z zasięgu nasz żółty szlak.

2019-02-13-23-12-56

Wejście na teren Cuevas del Molino

Najpierw usłyszeliśmy warczenie, a potem zobaczyliśmy małego ratlerka, stróża „posesji” na którą weszliśmy. Na jednej ze ścian napisane było „własność prywatna”. Już chcieliśmy się cofnąć, kiedy z górki zeszła kobieta w średnim wieku i przywitała się z nami. Zastygłam z aparatem w ręku i zapytałam czy możemy się rozejrzeć, a ona miłym gestem zaprosiła nas do siebie i zapytała czy chcemy wejść do środka. Troszkę speszeni, nie chcąc naruszać prywatności, podążyliśmy za nią do pierwszych drzwi. Poprzedzało je patio, na którym zawieszony był hamak. Teren był udekorowany prosto i schludnie, kamieniami oraz roślinami. Pomieszczenie do którego nas zaprosiła nasza Pani Gospodarz było składem na liczne narzędzia oraz , co bardzo ważne, stały tam liczne, duże beczki z wodą. Moje pierwsze pytanie było skąd ją pobierają. Oczywiście z deszczówki, chociaż opadów chyba tu nie wiele. Tradycyjnie wodę jednak filtruje się przez kamień i skrapla się do małego naczynia (po hiszp. aljibe). Proces wydaje się długi, ale obok nas  stało już kilka beczek o wysokości jednego metra, pełnych pitnej wody. Nasza Gospodyni odkręciła kran, który przytwierdzony był do kamienia i zapełniła nam metalowy kubek, żebyśmy spróbowali. Dodała, że co jakiś czas muszą wrzucać specjalne tabletki do oczyszczania wody, żeby nie rozwijały się w niej żadne bakterie. Była naprawdę smaczna. Zapytałam się czy tutaj śpi to  uśmiechnęła się i powiedziała, że mają tu więcej pomieszczeń, ale nie są połączone. Zaprowadziła nas ” piętro” wyżej i weszliśmy do głównego domu, który składał się z dwóch poziomów. W jednym kącie stała kuchnia, kamienne ściany do sufitu dekorowały liczne narzędzia, a po prawej stronie na ścianie wisiały stare zdjęcia. Nasza Gospodyni opowiedziała nam swoją historie rodzinną. Jaskinie wykuł w skale jej tata i założył tu swoją rodzinę. Mieli w sumie 13 dzieci, nasza Gospodyni powiedział, ze urodziła się właśnie tutaj, jako numer 12. Pokazała nam bardzo stare zdjęcia z ślubu swoich rodziców. Obok bardziej aktualne, całej rodziny, przed wejściem do jaskini oraz taty podczas robótek w drewnie. Na starsze lata zajął się rzeźbieniem narzędzi, statuetek, które potem sprzedawał w mieście. Prawdziwy rzemieślnik, artysta, oprócz tego, że architekt. Dopiero wtedy zwróciłam uwagę, że przy kuchni znajdują się schody, prowadzące w dół do kolejnego pomieszczenia, gdzie spał jej siostrzeniec, mniej więcej w moim wieku. Na półce stał mały telewizor. Wydaje się, że skromnie, ale tak naprawdę to tyle bogactwa kryło to pomieszczenie. Nie chciałam nadużywać gościnności i nie robiłam żadnych zdjęć w środku. Nasza gospodyni zaprosiła nas jeszcze wyżej, żeby pokazać dawną stodołę – w jaskini oraz spichlerze. Zapytałam skąd nazwa Cueva del Molino ( jaskinia młyn). Odpowiedz była bardzo prosta. Mieli tutaj swój tradycyjny kamienny młyn, którym kruszyli uprażone ziarna kukurydzy, żeby uzyskać mąkę gofio – dawniej podstawowy składnik w diecie Kanaryjczyków. Dzisiaj również obecny, w niektórych tradycyjnych daniach. Stary młyn został postawiony przed domem na zboczu jako dekoracja. Dla mnie antyk, o średnicy 1 metra! Dawny spichlerz-jaskinia był wyłożony kamieniami, nie żeby podpierać ściany tylko, żeby łatwiej było wieszać kukurydze, kłosy do ususzenia. Mieli swoje krowy, żeby było mleko i można było robić sery. Na kaktusach w pobliżu domu pojawia się opuncje (tuno indio), które też często jedzą. Z jaskiń rozciągął się widok na pola tabaiby (o intensywnym mocnym kolorze zieleni o tej porze roku) oraz w oddali na miejscowość Agüimes i ocean. Piękna panorama. Nasza gospodyni mówi, że jeszcze ładniejsza w nocy, bo widać bardzo dobrze gwiazdy. Czy mieszkają tutaj na stałe? Niestety nie, przyjeżdżają tylko na weekendy. „Z czegoś trzeba żyć i pracować w mieście…”. Chcą jednak podtrzymać tradycje, rozpoczęta przez ojca, porządkują teren, chcą zbudować piec, pielęgnują swój ogródek… Poczuliśmy, że nasza wizyta dobiegła końca, zapytaliśmy się o porady jak zejść do wąwozu i pożegnaliśmy się z naszą gospodynią.

2019-02-13-23-15-34

2019-02-13-23-14-39

Dekoracje właścicieli – z małą prośbą dla odwiedzających ( tłum. z hiszp. „Najpiękniejszy w tym miejscu..będzie zawsze twój szacunek. Dziękuję”)

 

2019-02-13-23-20-29

Wejście do jednego z pomieszczeń, nawet krasnal znalazł się przy drzwiach

2019-02-13-23-18-16

Główne wejście, po lewej zbudowany z kamieni piec /grill

Zachwyceni tym spotkaniem szliśmy beztrosko dalej wzdłuż masywu, nie wiele zniżając się do wąwozu. Dopiero po 30 min zdaliśmy sobie sprawę, że oddaliliśmy się za bardzo od naszego punktu gdzie zostawiliśmy samochód. Jak dobrze, ze są gpsy offiline i udało nam się ustalić nasze położenie. Dodam że na dole w wąwozie trzeba zapomnieć o zasięgu – w jakimkolwiek telefonie. Okazało się, że musimy cofnąć się do odkrytej jaskini-domu i wrócić na nasz żółty szlak. Słońce już dawno przestało oświetlać wąwóz i  brakowało lekko ponad godzinę do zachodu słońca. Najtrudniejsza część przed nami – bardzo strome zejście, momentami ześlizgiwanie się po blokach skalnych, wąska, kręta ścieżka. Zmobilizowani nabraliśmy tempa i równo z nastaniem nocy, znaleźliśmy się na asfaltowej drodze prowadzącej do parkingu. Nie było za wiele czasu, żeby nacieszyć się widokami dookoła nas, zrobiliśmy tylko 1 przystanek..na zrywanie cebuli! Tak, cebuli! Pierwszy raz widziałam rosnącą ją ot tak, na dziko w górach. Brakowało nam jednak odwagi, żeby dodać ją wieczorem do kolacji. Może sieje ją ktoś kto mieszka w pobliżu w domach jaskiniach? Myślę, że jeszcze wiele niespodzianek i sekretów kryje ten piękny obszar Gran Canarii.

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.